- 13 października 2026 r. Komisja Wenecka opublikowała opinię w sprawie uprawnień Prezydenta RP w kontekście ślubowania sędziów Trybunału Konstytucyjnego, a już następnego dnia większość sejmowa posłużyła się nią, organizując „ślubowanie” Macieja Berka w gabinecie Marszałka Sejmu.
- Komisja uznaje rolę Prezydenta za przede wszystkim ceremonialną, pomijając te tezy wyroku K 34/15, zgodnie z którymi ślubowanie wywołuje skutki prawne, a jego odroczenie jest dopuszczalne m.in. wtedy, gdy wybrana osoba nie ma zdolności do objęcia mandatu.
- Komisja odnosi obowiązek przyjęcia ślubowania przez Prezydenta do sytuacji osoby prawidłowo wybranej przez Sejm. Zarazem unika jednak odpowiedzi na pytanie, kto i w jakich okolicznościach może oceniać, czy wybór jest prawidłowy, ograniczając się do stwierdzenia, że nie może być to Prezydent.
- Komisja dopuszcza – przyznając otwarcie, że odbiega to od literalnego brzmienia ustawy – ślubowanie na piśmie. Tym samym sama wchodzi w rolę polskiego sądu konstytucyjnego.
- Opinia czyni Sejm jedynym sędzią we własnej sprawie i godzi w zasadę podziału i równowagi władz. Tym samym Komisja rażąco zaprzeczyła swojej misji, jaką jest promowanie rządów prawa.
13 października 2026 r. Komisja Wenecka opublikowała opinię w sprawie uprawnień Prezydenta RP w kontekście ślubowania sędziów Trybunału Konstytucyjnego (CDL-AD(2026)031), przyjętą na 148. sesji plenarnej w dniach 9–10 października. O jej wydanie wystąpiła Komisja Monitoringowa Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Rządzący nie zwlekali z jej wykorzystaniem – już następnego dnia rano Maciej Berek odczytał rotę ślubowania sędziego TK w gabinecie Marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego, bez udziału Prezydenta, o czym szczegółowo pisaliśmy.
Opinia Komisji Weneckiej – jak każde jej stanowisko – nie jest źródłem prawa i nikogo nie wiąże. Zgodnie z art. 1 ust. 1 jej statutu, przyjętego rezolucją Komitetu Ministrów Rady Europy Res(2002)3, Komisja jest bowiem jedynie niezależnym ciałem doradczym. Statut ten nie jest umową międzynarodową, a Polska nie zawarła też żadnego traktatu, na podstawie którego – w trybie art. 90 ust. 1 Konstytucji – przekazałaby Komisji jakiekolwiek kompetencje organów władzy państwowej. Opinie Komisji także oczywiście nie mieszczą się w katalogu źródeł powszechnie obowiązującego prawa z art. 87 Konstytucji. Prof. Ryszard Piotrowski podkreślił przy tej okazji bardzo wyraźnie:
Z całym szacunkiem dla Komisji Weneckiej, trzeba stwierdzić, że ta instytucja nie tworzy prawa w Polsce. Obowiązuje ustawa o statusie sędziów Trybunału Konstytucyjnego i ta ustawa nie uległa zmianie. Dopóki się ona nie zmieni, przewidziane w niej rozwiązania powinny być stosowane.
Istotnie – Komisja nie może ani dokonywać wiążącej wykładni polskiej Konstytucji, de facto uchylając wyroki TK, które zgodnie z art. 190 ust. 1 Konstytucji mają moc powszechnie obowiązującą i są ostateczne, ani zawieszać obowiązywania przepisów ustawy o statusie sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Mimo to w opinii zawarto rozwiązania zmierzające właśnie w tym kierunku.
Mając więc na uwadze to, że rządzący to właśnie z tej opinii uczynili alibi dla swoich działań, warto przyjrzeć się bliżej, na czym właściwie opiera się rozumowanie Komisji. Tym bardziej że przed sesją plenarną Instytut Ordo Iuris przekazał Komisji analizę „Rola Prezydenta RP w procedurze objęcia stanowiska sędziego Trybunału Konstytucyjnego”, w którym przedstawił argumenty przemawiające za szczególną pozycją Prezydenta jako strażnika Konstytucji.
Lektura opinii pokazuje tymczasem, że Komisja wybiórczo traktuje polskie orzecznictwo, a w kilku kluczowych miejscach jest rażąco niekonsekwentna w podejściu do poszczególnych omawianych problemów – jedne z nich rozwija bardzo szczegółowo, proponując nawet radykalne rozwiązania – takie jak odejście od tekstu ustawy – inne natomiast jedynie delikatnie sygnalizuje, nie wskazując żadnego sposobu ich rozwiązania. Zarazem uważna lektura opinii każe zadać pytanie, czy nawet tylko w jej świetle „ślubowanie” Macieja Berka faktycznie byłoby dopuszczalne.
Komisja pomija kluczowe tezy wyroku K 34/15, a zarazem wchodzi w rolę Trybunału
Po pierwsze, Komisja uznaje rolę Prezydenta przy ślubowaniu za przede wszystkim ceremonialną (pkt 60–62), opierając się na – skądinąd nierelewantnym w tym kontekście – argumencie, że ślubowanie sędziów TK przewiduje ustawa, a nie Konstytucja. Przecież to, że daną czynność reguluje ustawa, nie czyni jej prawnie obojętną – obowiązuje wszak domniemanie zgodności ustaw z Konstytucją, a w odniesieniu do organów władzy publicznej – także art. 7 Konstytucji, nakazujący działanie wyłącznie na podstawie i w granicach prawa. Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 3 grudnia 2015 r. (K 34/15) stwierdził zresztą konkretnie i jednoznacznie:
Ślubowanie składane wobec Prezydenta zgodnie z art. 21 ust. 1 ustawy o TK nie stanowi wyłącznie podniosłej uroczystości o charakterze symbolicznym, […] złożenie ślubowania pozwala sędziemu rozpocząć urzędowanie, czyli wykonywanie powierzonego mu mandatu.
W części analitycznej opinii wyrokowi K 34/15 Komisja poświęca w istocie jeden punkt (pkt 70, uzupełniony krótko w pkt 71) i przyznaje w nim, że Trybunał dopuścił odroczenie ślubowania przez Prezydenta w nadzwyczajnych okolicznościach. O tym, że według Trybunału ślubowanie nie jest jedynie ceremonią, lecz czynnością o doniosłym znaczeniu prawnym, już jednak nie wspomina. Zarazem – bez jakiegokolwiek uzasadnienia – kończy ten sam punkt stwierdzeniem, iż:
okoliczności wskazane przez Trybunał jako potencjalnie uzasadniające takie odroczenie nie wydają się zachodzić w rozpatrywanych sprawach.
Tymczasem jako jedną z tych okoliczności TK wskazał wprost brak zdolności prawnej wybranej osoby do objęcia mandatu sędziego – a więc dokładnie tę kwestię, której dotyczą wątpliwości co do stażu Berka. Komisja o tych wątpliwościach wiedziała, odnotowuje je bowiem w pkt 27 opinii – a mimo to nie poświęciła odniesieniu się do nich ani jednego zdania analizy.
Po drugie, Komisja sama przyznaje (pkt 79), że środki zaradcze na wypadek niezaproszenia przez Prezydenta na ślubowanie powinny zostać uregulowane ustawowo:
Jasne przepisy ustawowe zaradzające nieuczestniczeniu Prezydenta w procedurze ślubowania są niewątpliwie pożądane z perspektywy pewności prawa.
Zaledwie dwa punkty dalej (pkt 81 i nast.) dopuszcza jednak, by w wyjątkowych okolicznościach – takich jak nieskuteczność środka konstytucyjnego czy bezprawna odmowa odebrania ślubowania przez Prezydenta albo zwlekanie z nim przez nieuzasadniony okres – ślubowanie złożyć na piśmie, wbrew tekstowi ustawy. I przyznaje to otwarcie:
Wprawdzie takie rozwiązanie odbiegałoby od literalnego brzmienia odnośnych ustaw, lepiej jednak chroniłoby konstytucyjny podział kompetencji […].
Warto zatrzymać się nad tym fragmentem dłużej, gdyż wynika z niego jeszcze jedna istotna kwestia. Komisja de facto delegitymizuje tu narrację rządu – podtrzymywaną także w ostatnich dniach przez Macieja Berka – jakoby ustawowe określenie „wobec Prezydenta” nie oznaczało wymogu ani obecności Prezydenta, ani aktywnego przyjęcia ślubowania z jego strony. Tymczasem Komisja wprost przyznaje, że ślubowanie na piśmie odbiega od literalnego brzmienia ustawy – będąc w tym zgodna z naszą analizą – i dopiero w kolejnym kroku dopuszcza jednak takie rozwiązanie, szukając dla niego podstaw nie w ustawie, a w Konstytucji. Raz jeszcze należy jednak wyraźnie podkreślić, że Komisja nie ma uprawnień do proponowania takich rozwiązań, ponieważ obalenie domniemania zgodności ustawy z Konstytucją – a tym samym dopuszczenie do jej niestosowania w całości lub w części – należy do wyłącznej kompetencji TK. Tak więc jedynie TK – w zawisłym przed nim sporze kompetencyjnym (Kpt 1/26), którego zainicjowanie przez Prezydenta zaproponował notabene Prezes Instytutu Ordo Iuris adw. Jerzy Kwaśniewski w analizie z 31 marca 2026 r. – będzie władny odpowiedzieć na pytanie, czy od przepisu ustawy można odstąpić, czy nie.
Wracając jednak do opinii: Komisja z jednej strony uważa, że nie zachodzą przesłanki do tego, co Trybunał Konstytucyjny wprost dopuścił – wstrzymania się ze ślubowaniem – a z drugiej sama uzurpuje sobie kompetencje TK, stwierdzając, że w innych wyjątkowych okolicznościach można ignorować tekst ustawy. Co znamienne, w tym samym pkt 81 jako narzędzie blokowania objęcia urzędu przez sędziów traktuje ona także wystąpienie Prezydenta do Trybunału Konstytucyjnego – a więc skorzystanie z drogi, którą dla takich sporów przewiduje art. 189 Konstytucji. Nadto rekomendowana przez Komisję forma pisemnego ślubowania wzorowana jest na rozwiązaniu z ustawy, która – jak przyznaje sama Komisja w pkt 83 – nie weszła w życie, ponieważ Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 29 lipca 2025 r. (Kp 3/24) uznał m.in. pisemne ślubowanie składane Marszałkowi Sejmu za niezgodne z Konstytucją. Komisja rekomenduje więc rozwiązanie, które polski sąd konstytucyjny już wyeliminował.
Komisja nie widzi organu, który mógłby skontrolować Sejm
Kontrast z innym fragmentem opinii jest uderzający. W pkt 65 Komisja sama dostrzega, że może zaistnieć potrzeba zweryfikowania, czy wybór był prawidłowy i czy osoba wybrana spełnia ustawowe kryteria:
Komisja Wenecka przyznaje, że mogą pojawić się pytania dotyczące legalności wyboru dokonanego przez Sejm, identyfikacji wakatu, na który sędzia został wybrany, lub spełnienia przez wybranego sędziego ustawowych wymogów. Właściwe pytanie konstytucyjne dotyczy jednak tego, który organ jest właściwy do rozstrzygania takich kwestii, w jakiej procedurze i z jakimi skutkami prawnymi. Konstytucja nie powierzyła tej roli Prezydentowi.
Tym razem jednak Komisja nie sili się na zaproponowanie jakiegokolwiek remedium. Gdy chodziło o ograniczenie roli Prezydenta, to potrafiła wskazać środki, jakie należy podjąć w wypadku wyjątkowych okoliczności. Gdy natomiast chodzi o możliwe nadużycia ze strony Sejmu – nie wskazuje niczego, co mogłoby im zapobiec. Tymczasem to właśnie Prezydent jest z mocy art. 126 ust. 2 Konstytucji organem, który czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji, a w odniesieniu do sędziów sądów powszechnych, administracyjnych i Sądu Najwyższego dysponuje prerogatywą ich powoływania (art. 179 w zw. z art. 144 ust. 3 pkt 17 Konstytucji). Komisja zignorowała oba te przepisy i wynikającą z nich rolę Prezydenta. Tak samo pominęła zresztą rolę TK, w tym zawisły przed nim spór kompetencyjny, który wprawdzie odnotowuje w pkt 24, ale w części merytorycznej opinii zupełnie go pomija.
Brak rozwinięcia powyższego tematu – kto i jak może stwierdzać wadliwość procedury wyboru dokonanej przez Sejm – jest tym bardziej rażący, zważywszy na to, co dokładnie Komisja wyraziła w pkt 81, na co szczególną uwagę zwróciła prof. Genowefa Grabowska. Otóż Komisja uzasadnia w nim dopuszczalność odejścia od tekstu ustawy następująco:
[…] ścisłe przestrzeganie ustawowego wymogu, by ślubowanie było składane przed Prezydentem, pozwoliłoby Prezydentowi – przez odmowę działania lub wystąpienie do Trybunału Konstytucyjnego – zapobiec objęciu urzędu przez sędziów ważnie wybranych przez Sejm, a tym samym udaremnić konstytucyjny podział kompetencji.
Cała konstrukcja Komisji opiera się więc na założeniu, że wybór był ważny. A contrario – jeśli wybór był wadliwy, uzasadnienie dla odejścia od ustawy upada. Co więcej, Komisja sama nazywa tu składanie ślubowania przed Prezydentem ustawowym wymogiem, co raz jeszcze przeczy narracji rządzących.
Tymczasem zarówno wobec Macieja Berka, jak i wobec czworga osób, które „ślubowały” w Sejmie 9 kwietnia, zachodzą poważne wątpliwości co do prawidłowości procedury wyboru. Przypomniał o nich – w obszernym stanowisku skierowanym do Komisji – adw. dr Michał Skwarzyński, który sam był kandydatem w marcowej procedurze wyboru i którego prawa zostały w jej toku naruszone: na posiedzeniu plenarnym Sejmu nie odczytano pozytywnej opinii komisji o jego kandydaturze. Do wątpliwości tych Komisja – jak już wskazano – merytorycznie się nie odniosła.
Dotychczasowa praktyka ustrojowa przeczy tezom Komisji
Stanowisko Komisji jest również całkowicie sprzeczne z dotychczasową praktyką ustrojową. Najbliższa obecnej sytuacji jest sprawa Lidii Bagińskiej, wybranej do TK 8 grudnia 2006 r. Prezydent Lech Kaczyński odłożył przyjęcie jej ślubowania, ponieważ pojawiły się wątpliwości co do spełnienia przez nią przesłanek objęcia urzędu. Ślubowanie złożyła dopiero po 3 miesiącach, 6 marca 2007 r., przed Prezydentem. Nikt wówczas nie twierdził, że mogłaby je złożyć przed Marszałkiem Sejmu. Prof. Piotr Winczorek, który uważał, że Bagińska utraciła kwalifikacje moralne do sprawowania urzędu, podkreślał wręcz, że dopóki nie złożyła ślubowania przed Prezydentem, to:
nie jest jeszcze w pełni sędzią.
Podobna była sytuacja, w jakiej znaleźli się Roman Hauser, Andrzej Jakubecki i Krzysztof Ślebzak. Wybrani w październiku 2015 r., nigdy nie złożyli ślubowania, a nikt – łącznie z Trybunałem w wyroku K 34/15, który dotyczył właśnie ich – nie sugerował, że mogą to zrobić w jakiejś formie zastępczej.
Podsumowując ten wątek, opinia pozostawia bardzo wiele do życzenia z punktu widzenia zasady podziału władzy (art. 10 Konstytucji). Czyni ona bowiem Sejm jedynym sędzią w sprawie poprawności wyboru tych, którzy mają kontrolować właśnie zgodność działań Sejmu z Konstytucją. Jak absurdalne jest to rozwiązanie, pisaliśmy już wielokrotnie. Organ, który sam wybiera sędziów, sam ocenia legalność tego wyboru i sam przyjmuje od nich ślubowanie, przestaje podlegać jakiejkolwiek kontroli – a to zaprzeczenie idei hamulców i równowagi władz.
Podsumowanie
Opinia Komisji Weneckiej nie może być podstawą do pomijania przepisów ustawy ani wyroków Trybunału Konstytucyjnego – i to nie tylko dlatego, że nie jest wiążąca. Komisja pomija bowiem te fragmenty wyroku K 34/15, które nie pasują do tezy o ceremonialnej roli Prezydenta, a jednocześnie rekomenduje rozwiązanie, które Trybunał w wyroku Kp 3/24 już uznał za niekonstytucyjne. Opinia nie zmienia też tego, że w wyroku z 12 maja 2026 r. (K 3/26) Trybunał przesądził, iż Prezydent nie ma bezwzględnego obowiązku odebrania ślubowania.
Co więcej, spór o to, czy kompetencja do przyjęcia ślubowania należy wyłącznie do Prezydenta, od kwietnia zawisł przed Trybunałem w sprawie Kpt 1/26. Do czasu jego rozstrzygnięcia postępowania przed organami prowadzącymi spór są – zgodnie z art. 86 ust. 1 ustawy o organizacji i trybie postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym – z mocy prawa zawieszone, co zresztą odnotowała sama Komisja w pkt 24 opinii. Toteż każde „ślubowanie” złożone z pominięciem Prezydenta, choćby z powołaniem się na autorytet Komisji, nie wywołuje skutków prawnych. Przynajmniej zdaniem części doktryny może ono zostać wręcz potraktowane jako odmowa złożenia ślubowania wobec Prezydenta, a ta zgodnie z art. 4 ust. 2 ustawy o statusie sędziów TK jest równoznaczna ze zrzeczeniem się stanowiska.
W tym świetle trudno oprzeć się wrażeniu, że opinia, która miała pomóc w rozwiązaniu sporu o Trybunał, w praktyce go zaostrzyła. Zamiast wskazać drogę do jego rozstrzygnięcia przez właściwy organ – czyli przez sam Trybunał – Komisja podsunęła rządzącym pretekst do kolejnych działań z pominięciem ustawy. Komisja Wenecka, która tak często przypomina państwom o zasadzie podziału władz, wręczyła tym razem jednej z władz – Sejmowi – klucz do kontrolowania samego siebie. Trudno o bardziej wymowny przykład podwójnych standardów. Rozwiązanie takie z całą pewnością byłoby sprzeczne z zasadą rządów prawa – a więc z tą zasadą, której promowanie jest jednym z głównych celów Komisji Weneckiej, zgodnie z art. 1 jej statutu.
Zamiast więc stanowiska Komisji raz jeszcze rekomendujemy rządzącym sięgnięcie po rozwiązania zaproponowane w przywołanej już analizie Instytutu Ordo Iuris „Rola Prezydenta RP w procedurze objęcia stanowiska sędziego Trybunału Konstytucyjnego”, oparte na orzecznictwie TK:
- jeśli Prezydent ma wątpliwości co do tego, czy dana osoba spełnia kryteria objęcia urzędu sędziego TK, powinien wstrzymać się z odebraniem ślubowania do czasu wyjaśnienia tych wątpliwości,
- rozwiązaniu tychże może służyć zwrócenie się o wyjaśnienia do Marszałka Sejmu, a jeśli nie okaże się to wystarczające – skierowanie stosownego wniosku do Trybunału Konstytucyjnego,
- w żadnym wypadku niedopuszczalne jest natomiast zastąpienie ślubowania wobec Prezydenta jakąkolwiek inną czynnością, w tym ślubowaniem na piśmie.
Szczególnie godna potępienia jest również hipokryzja rządu, który, gdy opinie Komisji Weneckiej były dla niego niewygodne – jak wtedy, gdy Komisja wskazywała, że wszystkie wyroki TK powinny zostać opublikowane przez rząd, albo gdy przestrzegała, że sędziów nie wolno usuwać bez wyroku sądu – po prostu je ignorował. Gdy jednak opinia okazała się po jego myśli, zrealizował ją w niespełna dobę – mimo że status każdej z tych opinii – niewiążącej, niezmieniającej ustaw i nieuchylającej wyroków – był dokładnie taki sam.
Po raz kolejny widać więc wyraźnie, że hasła takie jak „standardy międzynarodowe”, „wyroki europejskich trybunałów”, „opinie Komisji Weneckiej” czy wreszcie sama „praworządność” są dla rządu Donalda Tuska istotne tylko dopóty, dopóki mogą stanowić broń w sporze politycznym.
Źródło ilustracji: Wikipedia.



