- 29 sierpnia 2026 r. na Campusie Polska Przyszłości w Olsztynie Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty przyznał, że trzy projekty prezydenckie zablokował osobiście, nazywając to tak zwanym wetem marszałkowskim. Instytucji tej nie zna ani Konstytucja, ani Regulamin Sejmu – co sam Marszałek publicznie przyznał już w listopadzie 2025 r.
- 2 września 2026 r. na konferencji prasowej w Sejmie Marszałek nazwał trzy prezydenckie projekty bublami prawnymi i podtrzymał deklarację o nienadawaniu im dalszego biegu. Jest to kwalifikacja polityczna, a nie prawna – Regulamin Sejmu nie wyznacza wprawdzie Marszałkowi terminu na nadanie projektowi biegu, ale zna tylko jedną drogę uznania projektu za wadliwy prawnie i nie prowadzi ona przez gabinet Marszałka, lecz przez Komisję Ustawodawczą i większość 3/5 głosów jej członków.
- Negatywne przykłady z obecnej i poprzedniej kadencji pokazują, że problemem nie jest osoba Marszałka, lecz konstrukcja Regulaminu Sejmu. Konieczne jest wprowadzenie sztywnego terminu na przeprowadzenie pierwszego czytania i zniesienie uznaniowości w nadawaniu biegu projektom.
W piątek 21 sierpnia 2026 r. Prezydent Karol Nawrocki opublikował na platformie X nagranie poświęcone losowi swoich inicjatyw ustawodawczych. Poinformował w nim, że z 22 projektów ustaw skierowanych przez niego do Sejmu parlament uchwalił jeden, a pozostałe 21:
utknęło w Sejmie. Nie podjęto nad nimi rzeczywistych prac i nie przedstawiono wobec nich lepszych rozwiązań. W większości po prostu trafiły do sejmowej zamrażarki.
Prezydent ponowił apel do koalicji rządzącej oraz Marszałka Sejmu o wyjęcie tychże projektów z tej tak zwanej zamrażarki i nadanie im dalszego biegu, zgodnie z Regulaminem Sejmu.
Tydzień później Marszałek Sejmu potwierdził zarzut Prezydenta – i to z iście rozbrajającą otwartością.
To jest tak zwane weto marszałkowskie – Marszałek Sejmu przyznaje, że blokuje projekty Prezydenta
W sobotę 29 sierpnia 2026 r. na Campusie Polska Przyszłości w Olsztynie jeden z uczestników zapytał Marszałka, czym różni się od Elżbiety Witek, kojarzonej z praktyką sejmowej zamrażarki. Odpowiedź Włodzimierza Czarzastego zasługuje na dosłowne przytoczenie:
23 projekty pana prezydenta Nawrockiego. Wszystkie są procedowane, wszystkie po kolei. Ale trzy zostały zablokowane. Przeze mnie. To jest tak zwane weto marszałkowskie. I powiem tak: jakbym miał powtórzyć to, to bym to powtórzył.
Chodzi o trzy projekty: projekt ustawy o Polskim Funduszu Inwestycji Obronnych (tzw. polski SAFE 0 proc.), „Tani prąd −33%” oraz projekt ustawy o przywróceniu prawa do sądu oraz rozpoznania sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki.
Rzecz w tym, że weto marszałkowskie nie istnieje. Instytucji takiej nie przewiduje ani Konstytucja, ani żadna ustawa, ani nawet Regulamin Sejmu. Marszałek Sejmu sam to zresztą publicznie przyznał 22 listopada 2025 r., dzień po zapowiedzeniu tej praktyki w swoim pierwszym orędziu:
Ja znam konstytucję, znam regulamin Sejmu. Wiem, jakie są uprawnienia marszałka. Nie ma takiej instytucji, jak „weto marszałkowskie”.
Trzeba przy tym uczciwie zauważyć, że Regulamin Sejmu nie wiąże Marszałka żadnym terminem – ani na zarządzenie drukowania wniesionego projektu, ani na skierowanie go do pierwszego czytania. Nie znaczy to jednak, że czynności te pozostawiono jego swobodnemu uznaniu. Zgodnie z art. 35 ust. 1 Regulaminu Sejmu Marszałek Sejmu zarządza drukowanie projektów ustaw i uchwał oraz doręczenie ich posłom, a w myśl art. 35 ust. 2 przesyła wniesione projekty Prezydentowi, Marszałkowi Senatu i Prezesowi Rady Ministrów – są to więc jego obowiązki.
Jeśli natomiast Marszałek Sejmu ma jakiekolwiek wątpliwości co do zgodności projektu z prawem, Regulamin wskazuje mu, w art. 34 ust. 8, następującą drogę: po zasięgnięciu opinii Prezydium Sejmu może skierować projekt do Komisji Ustawodawczej, która większością 3/5 głosów może zaopiniować go jako niedopuszczalny – i dopiero taka opinia otwiera Marszałkowi możliwość nienadania projektowi dalszego biegu. Tymczasem nic nie wiadomo o to, by w wypadku tych 3 projektów Marszałek skorzystał z tego uprawnienia.
Mamy więc do czynienia z sytuacją, w której organ konstytucyjny przyznaje, że posługuje się instytucją, o której sam mówi, że prawo jej nie przewiduje. Problemem nie jest przy tym samo tempo prac – w tym zakresie Regulamin Sejmu daje Marszałkowi rzeczywiście szeroką, może wręcz rzecz – zbyt szeroką – swobodę – lecz publiczna zapowiedź, że wybrane projekty nie zostaną skierowane do dalszych prac w ogóle, i to z powodów, które z procedurą legislacyjną nie mają nic wspólnego.
Warto przy tym pamiętać, jaki jest faktyczny skutek działania Marszałka – a jest nim realne uniemożliwianie Prezydentowi wykonywania jednej z jego najważniejszych prerogatyw. Inicjatywa ustawodawcza Prezydenta wynika z art. 118 ust. 1 Konstytucji, a jej wykonywanie – zgodnie z art. 144 ust. 3 pkt 4 Konstytucji – nie wymaga kontrasygnaty Prezesa Rady Ministrów. Jest to zatem uprawnienie o najwyższym stopniu samodzielności, jakie polski ustrój przyznaje głowie państwa. Jeśli Marszałek Sejmu może je jednoosobowo i bezterminowo zablokować na etapie wstępnym, prerogatywa ta traci realne znaczenie.
Polityczne motywy cenzorskich zapędów Marszałka
Szczególnie niepokojące jest zresztą już samo uzasadnienie motywów działania Marszałka, jakiego sam udzielił:
Dlatego to zrobiłem, dlatego, że się nie zgadzam na populizm, dlatego, że powiedziałem, że nie będę dyskutował z ortodoksyjną prawicą tylko po to, żeby mnie opluli, a ja będę im dziękował i będę ich głaskał po głowie. Będzie następna taka ustawa, będzie czwarta zamrożona. Wszystkie pozostałe są w tej chwili w realizacji. Tym się różnię od Elżbiety Witek. […] I zrobiłbym to drugi raz. Dlaczego? Trzeba chodzić jak najdalej od prawicy.
To nie jest argument prawny. To deklaracja, że bieg procesu legislacyjnego zależy od politycznej tożsamości wnioskodawcy – i że wobec jednej części spektrum politycznego Marszałek nie zamierza nawet umożliwić przeprowadzenia debaty. Tymczasem polski porządek konstytucyjny zawiera kilka przepisów, z którymi takie kryterium trudno pogodzić.
Po pierwsze, art. 25 ust. 2 Konstytucji stanowi wprost:
Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym.
Odmowę nadania biegu projektowi, ponieważ jego autor reprezentuje ortodoksyjną prawicę, trudno pogodzić z tą normą – i to w wymiarze podwójnym: zarówno z perspektywy bezstronności instytucji państwowych, jak i swobody wyrażania poglądów na forum Sejmu, które z samej istoty rzeczy powinno w demokratycznym państwie prawnym być właśnie główną areną sporów i dyskusji na tematy najważniejsze.
Wypowiedź Marszałka można też porównać z art. 32 ust. 2 Konstytucji, zgodnie z którym:
Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny.
Publiczną zapowiedź gorszego traktowania inicjatyw pochodzących od określonego środowiska politycznego – w istocie całej prawej strony debaty publicznej – z zakazem tym trudno pogodzić.
Po trzecie wreszcie, art. 11 ust. 1 Konstytucji zapewnia wolność tworzenia i działania partii politycznych zrzeszających obywateli w celu wpływania metodami demokratycznymi na kształtowanie polityki państwa. Metodą demokratyczną jest złożenie projektu ustawy i poddanie go dyskusji i głosowaniu. Metodą demokratyczną nie jest czysto uznaniowe zatrzymanie projektu w sekretariacie.
Wykluczanie prawicy z debaty ma w Polsce swoją, dobrze udokumentowaną tradycję
Nie sposób nie zauważyć, że mechanizm, w którym urzędnik państwowy rozstrzyga, które nurty polityczne zasługują na udział w życiu publicznym, a które nie, jest w polskiej historii dobrze znany. Warto go przypomnieć – zwłaszcza w kontekście osoby Marszałka, który w latach 1983–1990 był członkiem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.
Powojenna Polska nie tolerowała prawicy od pierwszych miesięcy „władzy ludowej”. W lipcu 1945 r. działacze narodowi utworzyli Komitet Legalizacyjny Stronnictwa Narodowego, a 23 sierpnia 1945 r. złożyli w kancelarii Bolesława Bieruta memoriał z wnioskiem o umożliwienie legalnej działalności partii; podpisali go m.in. Stanisław Rymar, Karol Stojanowski, Kazimierz Kobylański i Szymon Poradowski. Wniosek nie został jednak przyjęty, natomiast jesienią 1945 r. sygnatariusze zostali aresztowani. 4 listopada 1945 r. komunikat Krajowej Rady Narodowej zamknął sprawę definitywnie, oznajmiając, że:
Wychodząc z założenia budowy odrodzonej Polski jako państwa demokratycznego, prezydium KRN uznaje, że uzasadnionemu strukturą naszego społeczeństwa zróżnicowaniu demokratycznych programów społeczno-politycznych w pełni czynią zadość w obecnej – jeszcze nie przedwyborczej – fazie naszego państwowego życia działające dziś stronnictwa: PPR, PPS, PSL, SL, SD i SP.
Znamienne, jak długa jest ta lista. Tolerowano – przynajmniej początkowo – Polskie Stronnictwo Ludowe, Stronnictwo Pracy i Stronnictwo Demokratyczne, nie mówiąc o Polskiej Partii Socjalistycznej. Nie znalazło się natomiast miejsca dla jednej jedynej formacji: prawicy narodowej.
Nie twierdzimy oczywiście, że decyzje Marszałka Sejmu są w jakikolwiek sposób porównywalne z ówczesnymi represjami. Tożsame jest jednak założenie leżące u ich podstaw: że istnieje organ uprawniony do orzekania, z którą częścią sceny politycznej się dyskutuje, a z którą nie. To założenie było fałszywe w 1945 r. i jest fałszywe dziś.
Marszałek Sejmu powinien być bezstronnym strażnikiem procedury, a nie politycznym cenzorem
2 września 2026 r. Marszałek Sejmu, w ślad za swoją wypowiedzią z Campusu Polska, zwołał konferencję prasową, na której przedstawił status 23 prezydenckich projektów. Trzy z nich opisał następująco:
Trzy to są buble prawne nieskierowane pod obrady (…). Jeżeli chciałbym, żeby u pana uśmiech na twarzy się pojawił, to to jest tak zwana słynna zamrażarka albo weto marszałkowskie.
Tego typu sformułowania oczywiście nie świadczą dobrze o poziomie kultury politycznej.Istotne w tym miejscu jest jednak przede wszystkim to, że tak Konstytucja – w swoim art. 110 ust. 2:
Marszałek Sejmu przewodniczy obradom Sejmu, strzeże praw Sejmu oraz reprezentuje Sejm na zewnątrz.
– jak również Regulamin Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej wyznaczają Marszałkowi rolę zupełnie inną, niż ta, którą sobie przypisał.
Nie chodzi przy tym o oczekiwanie od Marszałka Sejmu apolityczności. W komentarzu do art. 110 Konstytucji pod redakcją Marka Safjana i Leszka Boska trafnie zauważono:
Co więcej, przepisy prawa nie przewidują obowiązku apolityczności Marszałka – niezależnie od pełnionej przez siebie funkcji, pozostaje on członkiem klubu parlamentarnego, bierze udział w debacie i głosuje, chociaż oczywiste jest, iż wykonując swoje kierownicze obowiązki, powinien pozostawać bezstronny i obiektywny.
Różnica ta jest kluczowa. Marszałek Sejmu ma pełne prawo mieć poglądy polityczne, wygłaszać je z trybuny, a nawet głosować przeciw prezydenckim projektom. Nie ma natomiast prawa przenosić tych poglądów na płaszczyznę czynności, które wykonuje jako kierujący pracami izby – tam, jak wskazuje doktryna, powinien pozostawać bezstronny i obiektywny.
Zgodnie z art. 10 ust. 1 pkt 5 i 8 Regulaminu Sejmu Marszałek:
czuwa nad tokiem i terminowością prac Sejmu i jego organów oraz nadaje bieg inicjatywom ustawodawczym i uchwałodawczym oraz wnioskom organów państwa skierowanym do Sejmu, po zasięgnięciu opinii Prezydium Sejmu.
Czuwanie nad terminowością to obowiązek przyspieszania prac, nie ich wstrzymywania. Nadawanie biegu to czynność techniczno-organizacyjna, nie akt polityczny.
Regulamin przewiduje jedynie dwa wyjątki – oba obwarowane ścisłymi warunkami. Pierwszy to art. 34 ust. 7: Marszałek może zwrócić wnioskodawcy projekt ustawy lub uchwały, jeżeli uzasadnienie dołączone do projektu nie odpowiada wymogom regulaminowym. Chodzi więc wyłącznie o braki formalne uzasadnienia. Drugi to, już wspomniany na początku, art. 34 ust. 8:
Projekty, co do których istnieje wątpliwość, czy nie są sprzeczne z prawem, w tym z prawem Unii Europejskiej lub podstawowymi zasadami techniki prawodawczej, Marszałek Sejmu, po zasięgnięciu opinii Prezydium Sejmu, może skierować celem wyrażenia opinii do Komisji Ustawodawczej. Komisja może większością 3/5 głosów w obecności co najmniej połowy członków Komisji zaopiniować projekt jako niedopuszczalny. Projektowi zaopiniowanemu jako niedopuszczalny Marszałek Sejmu może nie nadać dalszego biegu.
Ta procedura jest zdecydowanie różna od uznaniowego weta marszałkowskiego. Ocena, czy projekt jest bublem prawnym, należy do organu kolegialnego, wymaga większości kwalifikowanej – a więc w praktyce także głosów części opozycji – i podlega jawnej procedurze. Marszałek Sejmu nie jest tu decydentem, lecz wnioskodawcą. Żaden z trzech prezydenckich projektów nie został jednak – wedle publicznie dostępnych informacji – ani zwrócony w trybie art. 34 ust. 7, ani uznany za niedopuszczalny przez Komisję Ustawodawczą.
Takie właśnie stanowisko zajmuje doktryna. Dr Piotr Chybalski, współautor „Komentarza do Regulaminu Sejmu” (2018), obecnie wicedyrektor Biura Ekspertyz i Oceny Skutków Regulacji Kancelarii Sejmu, wskazywał w Komentarzu do Regulaminu Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej pod redakcją Andrzeja Szmyta, że kompetencję Marszałka do zwracania projektów można uznać za dopuszczalną konstytucyjnie:
wyłącznie wtedy, gdy kontrola uzasadnień projektów ogranicza się do kwestii czysto formalnych
– oraz że:
Regulamin Sejmu nie przewiduje jakichkolwiek innych możliwości weryfikacji projektu, poza oczywistym poddaniem go ocenie Sejmu.
Z kolei konstytucjonalista dr Mateusz Radajewski z Uniwersytetu SWPS ocenił zapowiedź weta marszałkowskiego jednoznacznie:
Polskie prawo nie przewiduje „weta marszałkowskiego” rozumianego jako możliwość samodzielnego blokowania przez marszałka Sejmu projektów ustaw z przyczyn innych niż czysto formalne (…). Jeśli „weto” miałoby dotyczyć projektów, które „będą szkodliwe, kosztowne”, będzie to działanie sprzeczne z prawem. Natomiast jeśli miałoby dotyczyć tylko projektów, które nie będą miały wykazanych wystarczających źródeł finansowania, to w takim wypadku marszałek może odesłać projekt wnioskodawcy w celu jego uzupełnienia. Jednak po uzupełnieniu nie może go dalej blokować.
Skoro zgodnie z art. 112 Konstytucji porządek prac Sejmu i tryb działania jego organów określa regulamin uchwalany przez Sejm, a tenże Regulamin weta marszałkowskiego nie zna, to nie może go stworzyć jednostronna praktyka Marszałka – tak samo, jak nie może go stworzyć konferencja prasowa.
Właściwym środkiem do poprawienia błędów i wyjaśniania niejasności jest pełna procedura parlamentarna
W tym miejscu należy wyraźnie podkreślić rzecz, którą czytelnicy Obserwatora znają z naszych wcześniejszych analiz: krytyka blokowania projektu nie jest tożsama z jego bezwarunkową obroną. Prezydencki projekt ustawy o przywróceniu prawa do sądu oraz rozpoznania sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki budzi pewne zastrzeżenia – i wskazał je nie kto inny, jak Instytut Ordo Iuris.
W opinii prawnej autorstwa Łukasza Bernacińskiego i Jędrzeja Jabłońskiego doceniono trafność diagnozy projektu, ale zgłoszono wobec niego następujące uwagi: wadliwą systematykę (projekt tworzy nową ustawę szczegółową, powielając rozwiązania już obowiązujące, zamiast nowelizować ustawy istniejące), wątpliwości konstytucyjne co do art. 7 i art. 10 projektu w świetle zasady nieusuwalności sędziów z art. 180 Konstytucji, oraz niezupełność zaproponowanych rozwiązań. Wobec powyższego autorzy zarekomendowali przygotowanie autopoprawki w trybie art. 36 ust. 1a Regulaminu Sejmu.
Tutaj widzimy właśnie istotę problemu – wszak Regulamin Sejmu przewiduje cały arsenał narzędzi służących naprawianiu niedoskonałych projektów: oprócz wspominanej już autopoprawki wnioskodawcy przed pierwszym czytaniem są też przecież również poprawki poselskie, prace komisyjne, wysłuchanie publiczne, czy wreszcie drugie i trzecie czytanie. Żadne z tych narzędzi nie może jednak zadziałać, dopóki projekt nie otrzyma numeru druku i nie trafi pod obrady. Zamrażarka sejmowa vel weto marszałkowskie uniemożliwia skorzystanie z tych narzędzi i tym samym poprawienie objętego nią projektu.
Gdyby więc Marszałek Sejmu, koalicja rządząca i większość sejmowa uznali prezydenckie projekty za szkodliwe, mieli do dyspozycji rozwiązanie stokroć uczciwsze i bez porównania bardziej zgodne z duchem demokracji: skierować je do pierwszego czytania i odrzucić w głosowaniu. Taka droga jest w pełni legalna, w pełni transparentna i – co najważniejsze – obarcza politycznie odpowiedzialnością organ, który rzeczywiście jest organem politycznym, a nie formalnie bezstronnego przewodniczącego obrad. Że jest ona wykonalna, dowodzi los innego projektu prezydenckiego – nowelizacji ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy, którą Sejm odrzucił w pierwszym czytaniu 7 listopada 2025 r. stosunkiem głosów 244 do 198. Jasna pozycja większości parlamentarnej wobec wyborców umożliwia im ocenę tej decyzji i wyciągnięcie z niej wniosków. Uzurpacja roli cenzora przez Marszałka Sejmu rozmywa tę odpowiedzialność, co trudno uznać za zgodne z duchem demokracji.
Praktyka Marszałka potwierdza konieczność zmian w Regulaminie Sejmu
Należy jednak uczciwie w tym miejscu przyznać, że problem weta marszałkowskiego nie ogranicza się do osoby Włodzimierza Czarzastego. Praktyka zamrażarki towarzyszy polskiemu parlamentaryzmowi od lat i obciąża także poprzednią kadencję. Marszałek Elżbieta Witek nie nadała biegu trzem projektom ustaw Rzecznika Praw Obywatelskich Marcina Wiącka – dotyczącym m.in. odszkodowań dla osób niesłusznie oskarżonych i dostępu do kompensat dla ofiar przestępstw – argumentując to skutkami budżetowymi, choć takiej kompetencji oceny Regulamin jej nie przyznawał; RPO wskazywał wówczas, że odmowa nadania numeru druku bez negatywnej opinii Komisji Ustawodawczej jest bezprawna. Na koniec poprzedniej kadencji w Sejmie zalegało bez numeru druku nieco ponad 300 projektów zgłoszonych czy to przez Senat, czy opozycję – tak tą z lewa jak i z prawa.
Wniosek jest jeden: dopóki Regulamin Sejmu nie określa terminu na nadanie projektowi biegu, każdy Marszałek będzie miał pokusę użycia szuflady jako narzędzia politycznego. Rozwiązaniem nie są apele o dobrą wolę, lecz zmiana przepisów. Wśród już złożonych propozycji najciekawsza jest ta z projektu noweli Regulaminu Sejmu z 9 grudnia 2021 r., która zakładała dodanie do art. 37 Regulaminu ustępu o brzmieniu:
Pierwsze czytanie odbywa się nie później niż w terminie 6 miesięcy od dnia złożenia projektu ustawy (uchwały) na ręce Marszałka Sejmu.
Ten sam projekt proponował symetryczne zabezpieczenie z drugiej strony: podniesienie do 2/3 głosów większości wymaganej do skrócenia siedmiodniowych terminów przed pierwszym i drugim czytaniem oraz do skrócenia postępowania legislacyjnego, tak aby tryb ekspresowy dotyczył wyłącznie projektów bezspornych i cieszących się ponadpartyjną akceptacją. Zważywszy na to, że projekt ten został przygotowany przez jedną z partii obecnej koalicji rządzącej – PSL – dziwi, że nie został on uchwalony, lub choćby ponownie złożony w obecnej kadencji – niestety, po raz kolejny kłania się tutaj smutne, żelazne prawo polskiej demokracji, zgodnie z którym co innego dana partia proponuje, gdy jest w opozycji, a co innego realizuje, gdy dojdzie do władzy…
Wracając jednak do samych postulatów, jak najbardziej zresztą godnych poparcia, to warto rozważyć ich uzupełnienie o trzy dalsze elementy: termin krótszy – trzymiesięczny – dla projektów Prezydenta, Senatu i obywatelskich, jako pochodzących od podmiotów niemających w Sejmie własnej reprezentacji; obowiązek pisemnego uzasadnienia każdej czynności Marszałka wstrzymującej bieg projektu, wraz z podaniem podstawy regulaminowej; oraz środek zaskarżenia dla wnioskodawcy – możliwość poddania sprawy pod rozstrzygnięcie Prezydium Sejmu, a w ostateczności samego Sejmu. Za złamanie tych obowiązków powinna być przewidziana również osobista odpowiedzialność Marszałka – przynajmniej w formie automatycznej utraty stanowiska.
Podsumowanie
Podsumowując, trzeba po pierwsze raz jeszcze stwierdzić, że tzw. weto marszałkowskie nie ma żadnej podstawy prawnej, co jego twórca sam publicznie przyznał; Regulamin Sejmu zna tylko jedną drogę zakwestionowania projektu i wiedzie ona nie przez gabinet Marszałka, lecz przez Komisję Ustawodawczą i większość 3/5 głosów. Po drugie, blokując prezydenckie projekty, Marszałek Sejmu w praktyce niweczy prerogatywę z art. 118 ust. 1 w związku z art. 144 ust. 3 pkt 4 Konstytucji – uprawnienie, którego samodzielność ustrojodawca zabezpieczył najmocniej, jak potrafił, zwalniając je z kontrasygnaty. Po trzecie, publiczne uzależnienie biegu prac legislacyjnych od tego, czy wnioskodawca należy do ortodoksyjnej prawicy, uderza w bezstronność władz publicznych (art. 25 ust. 2), zakaz dyskryminacji w życiu politycznym (art. 32 ust. 2) i pluralizm polityczny (art. 11 ust. 1 Konstytucji). Trudno oczywiście w obecnym stanie prawnym wskazać jakiś środek prawny, który można by zastosować wobec działań Marszałka, inny niż nowelizacja Regulaminu Sejmu – być może byłoby dobrze, gdyby wypowiedział się w tym zakresie Trybunał Konstytucyjny.
Na koniec uwaga, którą warto adresować przede wszystkim do obecnej większości sejmowej. Precedens ustrojowy nigdy nie służy tylko temu, kto go ustanowił. Marszałek Sejmu, który dziś ogłasza, że nie będzie dyskutował z ortodoksyjną prawicą, tworzy narzędzie, którym za kilka lat ktoś inny zablokuje projekty jego formacji – i będzie się przy tym powoływał dokładnie na dzisiejszą praktykę. Właśnie dlatego zmiana Regulaminu Sejmu, likwidująca zamrażarkę i uznaniowość Marszałka, jest w interesie wszystkich stron polskiej sceny politycznej. Zwłaszcza tej, która akurat rządzi.
Źródło ilustracji: iStock.

