Czy państwa członkowskie mają być bezbronne wobec Unii Europejskiej? Konsekwencje stanowiska TSUE dla polskiej suwerenności.

  • Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał wyrok, w którym podważa prymat polskiej Konstytucji w naszym porządku prawnym.
  • Zdaniem TSUE państwa nie są władne samodzielne oceniać, czy organy UE, z samym TSUE na czele, wykraczają poza kompetencje przyznane im w traktatach.
  • Praktyczny przykład, do jak absurdalnych skutków prowadzi stanowisko TSUE, wskazuje niedawna sytuacja Węgier, które pozwały przed TSUE… samo TSUE, w związku z wydanym przezeń skrajnie arbitralnym wyrokiem.
  • W swoim wyroku TSUE również manipuluje opinią publiczną, pomijając istotne niuanse polskiego sporu o Trybunał Konstytucyjny, jaki trwa od 2015 roku.

Niespełna tydzień przed Bożym Narodzeniem, 18 grudnia 2025 r., Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał wyrok w odpowiedzi na skargę Komisji Europejskiej o złamanie traktatów unijnych przez Rzeczpospolitą Polską. Złamanie to miało się przejawiać w wyrokach Trybunału Konstytucyjnego z dnia 14 lipca (sprawa P 7/20) i z dnia 7 października 2021 r. (sprawa K 3/21), w których Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że TSUE, orzekając o ustroju polskiego wymiaru sprawiedliwości, działał ultra vires (łac. ponad siły), czyli poza zakresem przysługujących mu kompetencji.

Jak już informowaliśmy – TSUE przychylił się do stanowiska KE i stwierdził, że Rzeczpospolita Polska naruszyła przepisy traktatowe.

Należy przy tym odnotować, że wyrok został przyjęty z radością przez przedstawicieli obecnej koalicji rządzącej, jako uderzający w ich poprzedników:

Postawa obecnego rządu, jakkolwiek smuci, to niestety nie dziwi. Szczególnie karygodne jest to, że rząd, niosący na swoich sztandarach postulaty „przywracania praworządności”, kontynuuje swoją linię delegitymizacji organu, którego zadaniem, jak żadnego innego, jest stanie na straży tejże praworządności i powstrzymywanie rządu przed wydawaniem „ustawowego bezprawia” – aktów normatywnych sprzecznych z Konstytucją. Zadaniem, z którego rząd, zwłaszcza w ostatnim czasie, bardzo aktywnie się wywiązuje (jak, przykładowo, w wyroku z 12 listopada 2025 r. w sprawie U 4/25, w którym stwierdzono niekonstytucyjność rozporządzenia częściowo znoszącego zasadę losowego przydziału spraw sądowych, czy też w już licznych wyrokach stwierdzających niekonstytucyjność ograniczeń nakładanych przez obecną Minister Edukacji w zakresie lekcji religii w szkołach publicznych). Tym samym rząd, w imię krótkotrwałych zysków w ramach bieżącej walki politycznej, aktywnie przyczynia się do zmniejszenia poziomu ochrony konstytucyjnych praw i wolności polskich obywateli.

Nie jest to jednak jedyny negatywny skutek kierowania się przez nasz rząd tąż optyką walki politycznej. Być może jeszcze bardziej znaczące, a tym samym i bardziej karygodne – czy nawet: haniebne – jest przyklaskiwanie przez rząd innemu skutkowi, który wynikałby z przyjęcia stanowiska TSUE. A skutkiem tym jest – poważne ograniczenie polskiej suwerenności.

Czym Unia Europejska jest, a czym nie jest

Na początku warto przypomnieć, czym w ogóle jest Unia Europejska. Pomimo zapewnień jej zwolenników, zgodnie z którymi miałaby być bezprecedensowym w historii bytem „jedynym w swoim rodzaju”, w praktyce jest ona po prostu organizacją międzynarodową szczególnego typu – związkiem suwerennych państw, czyli konfederacją. To państwa powołały ją do istnienia i to państwa przekazały na jej rzecz część swoich kompetencji.

Fakty te potwierdza zasada przyznania, o której mowa w art. 4 i 5 traktatu o Unii Europejskiej (TUE):

Zgodnie z artykułem 5 wszelkie kompetencje nieprzyznane Unii w Traktatach należą do Państw Członkowskich. […] Granice kompetencji Unii wyznacza zasada przyznania. Wykonywanie tych kompetencji podlega zasadom pomocniczości i proporcjonalności. Zgodnie z zasadą przyznania Unia działa wyłącznie w granicach kompetencji przyznanych jej przez Państwa Członkowskie w Traktatach do osiągnięcia określonych w nich celów. Wszelkie kompetencje nieprzyznane Unii w Traktatach należą do Państw Członkowskich.

Zakres tych kompetencji jest określony w art. 3 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej (TFUE) – gdzie wymienione są kompetencje wyłączne UE (takie, w których państwa członkowskie mogą działać wyłącznie z upoważnienia UE) oraz art. 4 tego Traktatu, w którym określone są kompetencje dzielone (w których państwa mogą działać w takim zakresie, jaki nie został uregulowany przez Unię). Co istotne – w żadnym z tych zakresów kompetencji nie sposób znaleźć takiej, która by odnosiła się do kształtowania ustroju sądownictwa

W orzecznictwie TSUE, na stosunkowo wczesnym zresztą jego etapie, pojawiła się natomiast zasada pierwszeństwa prawa UE. Należy tu jednak przypomnieć, że takiej ogólnej zasady nie ma w żadnym z traktatów unijnych, podpisanych przez Rzeczpospolitą Polską! W art. 2 TFUE wskazano jedynie, że w wypadku kompetencji wyłącznych oraz kompetencji dzielonych prawo Unii Europejskiej ma pierwszeństwo przed prawem państw członkowskich, które mogą podejmować działania legislacyjne w takich obszarach tylko, jak wskazano wyżej, z upoważnienia UE (w wypadku kompetencji wyłącznych UE) lub tylko w zakresie takim, jaki nie został uregulowany przez prawo UE (w wypadku kompetencji dzielonych). Jak jednak również wskazano wyżej – ustrój sądownictwa nie zawiera się w żadnym z tych obszarów.

Co więcej – w świetle polskiej Konstytucji (jak również wielu innych państw członkowskich), oczywistym jest, że prawu UE nie przysługuje żadne abstrakcyjne i bezwzględne pierwszeństwo wobec polskiego porządku prawnego. O ile jej art. 90 ust. 1 pozwala na przekazanie organizacji międzynarodowej, na podstawie umowy międzynarodowej, kompetencji organów władzy państwowej w niektórych sprawach, w konsekwencji czego, zgodnie z art. 91 ust. 3, prawo stanowione przez taką organizację jest stosowane bezpośrednio, mając pierwszeństwo w przypadku kolizji z ustawami – o tyle art. 8 ust. 1 jednoznacznie stanowi, że:

Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej.

Stwierdzenie to było potem wielokrotnie wyrażane przez polski Trybunał Konstytucyjny, również przed 2015 rokiem – po raz pierwszy w wyroku z 11 maja 2005 r. (w sprawie K 18/04), w którym zbadano zgodność z Konstytucją Traktatu Akcesyjnego, a następnie zwłaszcza w wyroku z 24 listopada 2010 r. (sprawa K 32/09), dotyczącym tak zwanego Traktatu Lizbońskiego. Co więcej – w tym ostatnim wyroku, co niedawno przypomniał sędzia Sądu Najwyższego, Profesor Aleksander Stępkowski, podkreślono, że przekazanie kompetencji na rzecz UE, zgodnie z art. 90 ust. 1 Konstytucji, może dotyczyć:

  • wyłącznie kompetencji w niektórych sprawach,
  • nie może dotyczyć kompetencji składających się na istotę suwerenności, co obejmuje również wymiar sprawiedliwości,
  • nie może zawierać w sobie zgody na samodzielne poszerzenie tego zakresu przez UE bez wyraźnej zgody Polski, wyrażonej w procedurze przewidzianej przez Konstytucję:

Zasada zachowania suwerenności w procesie integracji europejskiej wymaga respektowania w tym procesie konstytucyjnych granic przekazywania kompetencji, wyznaczonych przez zawężenie owego przekazania do niektórych spraw, a zatem zapewnienia właściwej równowagi pomiędzy kompetencjami przekazanymi a zachowanymi, polegającej na tym, że w przypadku kompetencji składających się na istotę suwerenności (w tym zwłaszcza stanowienie reguł konstytucyjnych i kontrola ich przestrzegania, wymiar sprawiedliwości, władza nad własnym terytorium państwa, armią i siłami zapewniającymi bezpieczeństwo oraz porządek publiczny) decydujące uprawnienia mają właściwe władze Rzeczypospolitej. Konkretyzacją tej zasady jest właśnie wykluczenie nadaniu przekazania kompetencji „charakteru uniwersalnego”, a zarazem zakaz przekazania „w całości kompetencji najważniejszych” (L. Garlicki, op. cit., s. 56), a ponadto uzależnienie przekazania kompetencji od dochowania specjalnej procedury określonej w art. 90 Konstytucji. Wymieniona zasada wyklucza uznanie, że podmiot, któremu kompetencje przekazano, może samodzielnie rozszerzać ich zakres.

Obrona państw członkowskich przed uzurpacją ze strony UE

W związku z powyższym nie powinno dziwić, że szereg państw członkowskich, na czele z jej najważniejszymi i największymi państwami założycielami – Francją i Niemcami – w swoim porządku prawnym podkreśliło, że jakiekolwiek działania podejmowane przez UE poza zakresem jej kompetencji traktowanych są po prostu nieważne, niewiążące prawnie. Działania takie są określane jako ultra vires, czyli, jak wskazano wyżej, jako podejmowane „ponad siły”. Swego czasu, w 2021 r., jako swoiste uzupełnienie do wspomnianych wyżej wyroków polskiego Trybunału Konstytucyjnego z tego roku, szczegółowy przegląd orzecznictwa konstytucyjnego różnych krajów UE został w tym zakresie przeprowadzony przez ekspertów Instytutu Ordo Iuris.

Dokładnie w tę doktrynę wpisują się przedmiotowe rozstrzygnięcia polskiego Trybunału Konstytucyjnego, kwestionowane przez TSUE. Co więcej – o ile TSUE w swoim wyroku przywołał fakty, że:

210    Co się tyczy kwestii, czy sądy krajowe mają prawo wypowiadać się w przedmiocie zakresu kompetencji przyznanych Unii i poszanowania granic tych kompetencji, prawdą jest, że art. 5 ust. 2 TUE stanowi, po pierwsze, że „[z]godnie z zasadą przyznania Unia działa wyłącznie w granicach kompetencji przyznanych jej przez państwa członkowskie w traktatach do osiągnięcia określonych w nich celów”, a po drugie, że „[w]szelkie kompetencje nieprzyznane Unii w traktatach należą do państw członkowskich”. Zasada ta została również wyrażona w art. 4 ust. 1 TUE.

211    Ponadto zgodnie z art. 13 ust. 2 zdanie pierwsze TUE każda instytucja działa w granicach uprawnień przyznanych jej na mocy traktatów, zgodnie z procedurami, na warunkach i w celach w nich określonych.

– to zaraz w kolejnych punktach to skontrował, twierdząc, że:

212    Jednakże wbrew temu, co zdaje się twierdzić Trybunał Konstytucyjny w spornych wyrokach, przypomniane w dwóch poprzednich punktach normy i zasady nie upoważniają sądów krajowych do jednostronnego i ostatecznego orzekania o zakresie kompetencji przyznanych Unii i przestrzeganiu granic tych kompetencji.

213    O ile bowiem określenie zakresu kompetencji Unii, podobnie jak kontrola przestrzegania granic tych kompetencji, niewątpliwie wymaga wykładni postanowień traktatów, o tyle jedynie Trybunał Sprawiedliwości jest właściwy do dokonywania ostatecznej i wiążącej wykładni tych postanowień, podobnie jak wszystkich innych przepisów prawa Unii.

214    W tych okolicznościach przyznanie sądom krajowym kompetencji umożliwiającej im ostateczne rozstrzyganie o zakresie kompetencji przyznanych Unii i przestrzegania granic tych kompetencji byłoby pod wieloma względami niezgodne z naturą prawa Unii.

215    W tym względzie, po pierwsze, z utrwalonego orzecznictwa wynika, że traktaty nie przyznają sądom krajowym, w ramach kompletnego systemu środków prawnych ustanowionego przez te traktaty, uprawnienia do stwierdzenia nieważności aktów instytucji Unii ani do dokonywania ostatecznej wykładni prawa Unii [zob. podobnie wyroki: z dnia 21 grudnia 2011 r., Air Transport Association of America i in., C‑366/10, EU:C:2011:864, pkt 47 i przytoczone tam orzecznictwo; a także z dnia 22 lutego 2022 r., RS (Skutki wyroków sądu konstytucyjnego), C‑430/21, EU:C:2022:99, pkt 52 i przytoczone tam orzecznictwo].

Stanowisko TSUE w istocie podważa jednak jakąkolwiek skuteczność zasady przyznania, zupełnie odwracając relacje między Unią a państwami członkowskimi. Skoro bowiem wedle TSUE tylko same instytucje UE mogą oceniać granice kompetencji przyznanych im przez państwa, oznacza to, że – raz zgodziwszy się na przekazanie UE kompetencji tylko w niektórych sprawach – państwa w istocie zgadzają się na przekazanie jej kompetencji w każdej sprawie, jaką tylko TSUE uzna za stosowną, tym samym tracąc nad tym całkowitą kontrolę.

Zgoda na takie rozstrzygnięcie oznaczałoby zgodę na uznanie suwerenności Unii nad państwami członkowskimi. Tym bardziej, że w tym samym wyroku TSUE, powołując się na pozatraktatową (jak wskazano wyżej) zasadę bezwzględnego pierwszeństwa prawa UE wskazał (w punkcie 171), że:

I tak zgodnie z zasadą pierwszeństwa prawa Unii fakt powoływania się przez państwo członkowskie na przepisy prawa krajowego, nawet jeśli są one rangi konstytucyjnej, nie może naruszać jedności i skuteczności prawa Unii. Zgodnie z utrwalonym orzecznictwem skutki powiązane z zasadą pierwszeństwa prawa Unii wiążą wszystkie organy państwa członkowskiego, czemu w szczególności nie mogą stać na przeszkodzie przepisy prawa krajowego, w tym również rangi konstytucyjnej (wyroki: z dnia 21 grudnia 2021 r., Euro Box Promotion i in., C‑357/19, C‑379/19, C‑547/19, C‑811/19 i C‑840/19, EU:C:2021:1034, pkt 251; a także z dnia 16 stycznia 2024 r., Österreichische Datenschutzbehörde, C‑33/22, EU:C:2024:46, pkt 70 i przytoczone tam orzecznictwo).

Stanowisko TSUE jest nie tylko sprzeczne ze stanowiskiem TK, wyrażonym w wyroku z 2010 roku, a więc na długo przed wszelkimi kontrowersjami dotyczącymi jego składu i linii orzeczniczej, ale również wprost z art. 8 ust. 1 Konstytucji RP. Tym bardziej karygodne jest pochwalanie tego wyroku przez obecny rząd.

Do jakiego absurdu prowadzi przyjęcie stanowiska prezentowanego przez TSUE, w myśl którego Trybunał ten miałby być ostateczną instancją w każdej sprawie, wobec której państwa są całkowicie bezbronne, widać w bardzo świeżej sprawie skargi wniesionej przez Węgry do TSUE… na wyrok TSUE!

Oto w wyroku z 13 czerwca 2024 r. (w sprawie C‑123/22), TSUE, w odpowiedzi na skargę Komisji Europejskiej, wnioskującej o nałożenie na Węgry kary finansowej za uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego, TSUE w skrajnie arbitralny i pozbawiony jakiejkolwiek podstawy sposób podwyższył wysokość tej kary, ustalonej przez Komisję w oparciu o komunikat ustalający zasady obliczania tychże kar, do absurdalnie wysokiego poziomu, wykraczającego znacząco ponad górny zakres kar przewidzianych w komunikacie.

Niestety, jedynym organem UE, który ostatecznie rozpatrzy tę skargę, jest właśnie sam TSUE (najpierw w I instancji jako podległy mu Sąd, a w razie ewentualnego odwołania – bezpośrednio jako on sam).

Jak więc słusznie wskazuje Jacek Saryusz-Wolski, w tym kontekście nie tylko wskazane, ale wręcz konieczne staje się istnienie procedury, w ramach której możliwe byłoby zaoponowanie bezprawiu, którego dopuszcza się TSUE, w tym zagwarantowanie przestrzegania przezeń zasad przyznania i subsydiarności. Dopóki samo prawo UE nie przewiduje takiej procedury (o ile w ogóle byłoby w stanie ją skutecznie zapewnić), to rolę tę musi pełnić sądownictwo poszczególnych państw członkowskich, w tym zwłaszcza sądownictwo konstytucyjne.

Manipulacja TSUE w przedmiocie sporu o polski TK

Na marginesie powyższych rozważań, dotyczących relacji między prawem unijnym, a prawem krajowym, należy również wskazać, że w swoim wyroku TSUE manipuluje na temat faktów dotyczących tak zwanego sporu o polski Trybunał Konstytucyjny, jaki trwa od 2015 roku w zasadzie do dzisiaj.

W sentencji wyroku TSUE stwierdza bowiem, że:

poprzez brak spełnienia przez Trybunał Konstytucyjny wymogów niezawisłego i bezstronnego sądu ustanowionego uprzednio na mocy ustawy w wyniku nieprawidłowości w procedurach powołania trzech sędziów Trybunału Konstytucyjnego w grudniu 2015 r. oraz w procedurze powołania jego Prezesa w grudniu 2016 r. Rzeczpospolita Polska uchybiła swoim zobowiązaniom ciążącym na niej na mocy art. 19 ust. 1 akapit drugi TUE.

Abstrahując od tego, że uwagi powyższe mają charakter stricte historyczny (bowiem ani przywołany w tym punkcie prezes, ani trzej sędziowie, nie zasiadają już w TK), to należy podkreślić, że przywołanie tutaj art. 19 ust. 1 TUE jest tutaj w oczywisty sposób niezasadne. Przepis ten brzmi bowiem:

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej obejmuje Trybunał Sprawiedliwości, Sąd i sądy wyspecjalizowane. Zapewnia on poszanowanie prawa w wykładni i stosowaniu Traktatów. Państwa Członkowskie ustanawiają środki niezbędne do zapewnienia skutecznej ochrony prawnej w dziedzinach objętych prawem Unii.

Tymczasem, jak wskazano wyżej, kwestia ustroju polskiego wymiaru sprawiedliwości, w tym ustroju i obsady polskiego TK, oczywiście nie mieści się w zakresie dziedzin objętych prawem Unii.

Przywołanie w tym zakresie wymogów niezawisłego i bezstronnego sądu ustanowionego uprzednio na mocy ustawy jest również niedopuszczalne. Wymogów takich nie przewiduje żaden przepis traktatowy. Są one przywołane jedynie w art. 47 Karty Praw Podstawowych UE. W tym miejscu należy jednak zaznaczyć, że, przyjmując Traktat Lizboński, Polska przystąpiła do tzw. Protokołu Brytyjskiego, stanowiącego integralną i wiążącą prawnie część tegoż traktatu. Art. 1 ust. 1 tego protokołu stanowi, że:

Karta nie rozszerza zdolności Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej ani żadnego sądu lub trybunału Polski lub Zjednoczonego Królestwa do uznania, że przepisy ustawowe, wykonawcze lub administracyjne, praktyki lub działania administracyjne Polski lub Zjednoczonego Królestwa są niezgodne z podstawowymi prawami, wolnościami i zasadami, które są w niej potwierdzone.

Tym samym powoływanie się przez TSUE wobec Polski na tego typu pozatraktatowe wymogi, w istocie pochodzące z Karty Praw Podstawowych (mimo iż nie jest ona przywołana wprost w sentencji wyroku), stanowi rażące przekroczenie prawa traktatowego wiążącego UE.

Ponadto oczywistym jest również to, że TSUE nie ma żadnych kompetencji co do orzekania o zgodności z polskim porządkiem prawnym procedury powoływania sędziów do TK. TSUE, być może będąc świadomym tego faktu, próbuje niejako ominąć ten problem, powołując się w punkcie 240 na orzecznictwo TK:

Jak zostało potwierdzone w wyrokach Trybunału Konstytucyjnego z dnia 3 grudnia i 9 grudnia 2015 r., wybór H.C., L.M. i M.M. w dniu 2 grudnia 2015 r. oraz dopuszczenie ich do orzekania w Trybunale Konstytucyjnym w dniu 20 grudnia 2016 r. były niezgodne z tym postanowieniem Konstytucji RP.

Należy tutaj jednak zaznaczyć, że TSUE manipuluje czytelnikami, jeśli chodzi o rzeczywistą treść rozstrzygnięć polskiego TK z początkowego okresu sporu o jego obsadę. Oto bowiem w żadnym z tych wyroków TK nie stwierdził wprost tezy przypisywanej mu przez TSUE. Przede wszystkim, w kluczowym wyroku z 3 grudnia (w sprawie K 34/15), Trybunał Konstytucyjny uznał, że przepis przejściowy ówczesnej ustawy o TK, wprowadzający specjalny termin na zgłaszanie kandydatur sędziów TK na stanowiska zwalniane przez sędziów TK, których kadencja miła upłynąć w roku 2015:

  • w zakresie, w jakim dotyczy sędziów Trybunału, których kadencja upływa 6 listopada 2015 r., jest zgodny z art. 194 ust. 1 Konstytucji,
  • w zakresie, w jakim dotyczy sędziów Trybunału, których kadencja upływa odpowiednio 2 i 8 grudnia 2015 r., jest niezgodny z art. 194 ust. 1 Konstytucji.

Trybunał, trafnie rozstrzygając przy tym, że z art. 194 ust. 1 Konstytucji wynika, że prawo wyboru sędziów do TK przysługuje Sejmowi tej kadencji, w czasie której dochodzi do upłynięcia kadencji danego sędziego, stwierdził:

W 2015 r. kończy się kadencja pięciu sędziów Trybunału – kadencja trzech z nich upływała 6 listopada, zaś kadencja dwóch kolejnych 2 i 8 grudnia. Koniec kadencji trzech sędziów Trybunału przypadał zatem w trakcie kadencji Sejmu VII kadencji, a pozostałych dwóch sędziów – w trakcie kadencji Sejmu VIII kadencji.

O ile argumentacji w stosunku do sędziów, których kadencje upływały w grudniu (następnie rozwiniętej zresztą o rozważania dotyczące alternatywnych scenariuszy co do dat zwołania wyborów i zwołanie pierwszego posiedzenia Sejmu kolejnej kadencji), nie sposób nic zarzucić, o tyle argumentacja dotycząca sędziów, wybranych przez Sejm VII kadencji na kadencje rozpoczynające się 7 listopada, jest zdecydowanie niesatysfakcjonująca. 7 listopada był bowiem dniem, z końcem którego upływały dokładnie cztery lata od rozpoczęcia VII kadencji Sejmu. Oczywiście, zgodnie z art. 98 ust. 1 Konstytucji, kadencja Sejmu może być wydłużona ponad ściśle rozumiane cztery lata, gdyż kończy się dopiero w dniu poprzedzającym dzień zebrania się Sejmu następnej kadencji na pierwsze posiedzenie. Zarazem jednak zgodnie z art. 109 ust. 2 Konstytucji, pierwsze posiedzenia Sejmu Prezydent Rzeczypospolitej zwołuje na dzień przypadający w ciągu 30 dni od dnia wyborów. W momencie wyboru sędziów wiadomym już było, że wybory zostały wyznaczone przez Prezydenta na 25 października 2015 r.

Nie wiadomo było jednak, na kiedy Prezydent wyznaczy pierwsze posiedzenie Sejmu VIII kadencji. Wprawdzie według dominującego stanowiska doktryny nie powinno to nastąpić wcześniej, niż po upłynięciu czteroletniej kadencji poprzedniego Sejmu, czyli 8 listopada, niemniej jednak w świetle dosłownego brzmienia art. 109 ust. 2 Konstytucji, zwłaszcza w związku z art. 98 ust. 4 Konstytucji, można argumentować również za dopuszczalnością zwołania pierwszego posiedzenia Sejmu również przed tym terminem, czyli na przykład 6 listopada.

Powyższe rozważania nie zostały jednak w ogóle podjęte przez TK w wyroku z 3 grudnia. Można więc powiedzieć, że Trybunał dokonał oceny konstytucyjności art. 137 ustawy o TK niejako ex post, uwzględniając okoliczności, których ustawodawca nie był świadomy w chwili przyjęcia ustawy. Rodzi to jednak pewne wątpliwości, czy uzależnienie zgodności przepisów ustawy z konstytucją od zdarzenia przyszłego i niepewnego da się pogodzić z zasadą demokratycznego państwa prawnego – wątpliwości takie podnosił zwłaszcza profesor Robert Gwiazdowski.

Wracając zresztą do stanowiska wyrażonego przez TSUE, to należy podkreślić, że można odnieść wrażenie, że ówczesny TK wręcz celowo nie chciał wprost wypowiedzieć się o statusie prawnym sędziów TK wybranych przez Sejm VIII kadencji w miejsca sędziów wybranych przez Sejm VII kadencji na kadencje zaczynające się 7 listopada. Oto bowiem w postanowieniu z 7 stycznia 2016 r. (w sprawie U 8/15), TK umorzył postępowanie w zakresie zbadania zgodności z Konstytucją uchwał Sejmu VIII kadencji dotyczących uznania uchwał Sejmu VII kadencji dotyczących wyboru sędziów i wyboru w to miejsce nowych sędziów –stwierdzając, że nie są one aktami normatywnymi i jako takie nie podlegają kognicji Trybunału.

Niezależnie od wątpliwości prawnych, należy w tym miejscu stwierdzić, że działanie Sejmu VII kadencji, który niejako na zapas, niemal miesiąc przed upłynięciem najbliższych kadencji, wybiera sędziów w zasadzie tylko po to, by nie mógł tego zrobić Sejm kolejnej kadencji, co do którego w zasadzie wiadomym już było wtedy, że będzie on ukształtowany w oparciu o zupełnie inny skład – z całą pewnością powinno być ocenione zdecydowanie negatywnie z punktu widzenia kultury politycznej. W tym miejscu warto również przywołać dwie paralelne sytuacje o charakterze historycznym.

Po pierwsze – a co przypomniano w doktrynie w związku z ówczesnym sporem – zupełnie inaczej postąpił Sejm III kadencji w roku 1997. Na mocy niedawno uchwalonej Konstytucji liczba sędziów TK miała być wówczas zwiększona z 12 do 15. Konstytucja miała wejść w życie 17 października, natomiast 21 września odbyły się wybory, których wynik również zapowiadał zupełnie inne ukształtowanie Sejmu kolejnej kadencji. Pomimo tego Sejm III kadencji nie podjął próby wyboru sędziów na trzy nowe stanowiska w TK – dokonał tego dopiero Sejm IV Kadencji, którego pierwsze posiedzenie zostało zwołane na 20 października – 6 listopada. Przez około półtora miesiąca trzy stanowiska w TK nie były więc obsadzone.

Po drugie – całkowicie sprzeczne z tym pozytywnym precedensem działanie Sejmu VII kadencji jesienią 2015 r. przypomina natomiast niesławną decyzję prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki Johna Adamsa, który już po przegranych wyborach, podczas ostatnich kilkunastu dni swojego urzędowania doprowadził do przyjęcia ustawy o sądownictwie z 1801 r., na podstawie której następnie mianował sędziów na nowo utworzone stanowiska. Ostatnie nominacje były dokonywane w nocy ostatniego dnia urzędowania Adamsa, stąd ustawa była określana przez jej przeciwników politycznych jako „Midnight Judges Act”. W piśmiennictwie wskazano na widoczne paralele między sporem o obsadę TK w Polsce w 2015 r., a tamtą sytuacją. W wypadku amerykańskim, ostatecznie ci sędziowie, których proces nominacji nie został w pełni zakończony przed objęciem urzędu przez następcę prezydenta Adamsa, nie objęli swoich funkcji – amerykański Sąd Najwyższy wydał precedensowy wyrok w sprawie Marbury v. Madison, w którym, jakkolwiek nie podważono samej legalności powoływania sędziów na ostatnią chwilę, to jednak wskazano, że nie przysługuje im środek prawny mogący wymusić zakończenie tej procedury na nowej administracji, która odmawiała jej dokończenia.

Można tylko wyrazić ubolewanie, że w wypadku polskim, zamiast pójść na podobny kompromis, w 2015 r. zarówno TK, jak i ówczesna większość rządowa, wraz z popierającym ją Prezydentem, zdecydowały się na ostrą konfrontację, na której ostatecznie, długofalowo, najbardziej ucierpiała – przynajmniej na ten moment – suwerenność Polski.

Źródło ilustracji: iStock.

Przegląd prywatności
Obserwator Praworządności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

Niezbędne ciasteczka

Niezbędne ciasteczka powinny być zawsze włączone, abyśmy mogli zapisać twoje preferencje dotyczące ustawień ciasteczek.

Analityka

Ciasteczka te wspomagają mechanizmy analityczne śledzące odwiedzane strony i podejmowane interakcje, śledzące czas spędzony na stronie oraz zwiększające jakość danych funkcji statystycznych. Włączenie tych ciasteczek pomaga nam ulepszać nasze strony internetowe.

Marketing

Ciasteczka te wspomagają śledzenie efektywności naszych kampanii marketingowych. Włączenie tych ciasteczek pomaga nam lepiej dostosowywać nasze kampanie reklamowane do naszych odbiorców.